Kearney: Europa musi pilnie rozpocząć produkcję półprzewodników

112

Szacuje się, że popyt na najnowocześniejsze chipy, generowany przez szybki rozwój technologii, takich jak sieci 5G, 6G oraz sztuczna inteligencja, będzie odpowiadał za ponad 40 proc. europejskiej konsumpcji półprzewodników do 2030 roku. Jednocześnie niedawno wprowadzone restrykcje amerykańskie związane z działalnością chińskich firm w USA oraz eksportem technologii i talentu ograniczą lub wręcz uniemożliwią produkcję najbardziej zaawansowanych półprzewodników w Chinach.

Tworzy to szanse dla Europy, która do 2030 roku musi podwoić swój potencjał produkcyjny. Wiąże się to z dużymi inwestycjami, ale też z ogromnymi potencjalnymi zyskami, które w długim okresie znacząco zmienią naszą rzeczywistość, wprowadzając europejski przemysł do globalnej technologicznej rywalizacji na rynku półprzewodników. Jednak aby osiągnąć założony cel i zachować samowystarczalność, Europa musi działać szybko i kompleksowo wynika z raportu opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Kearney.

Unia Europejska postawiła przed sobą ambitny cel. Do roku 2030 chce ponad dwukrotnie zwiększyć swój potencjał produkcyjny półprzewodników, zdobywając 20 proc. światowego rynku i stając się jednym z najważniejszych graczy. Umożliwi to uzyskanie samowystarczalności, która jest coraz bardziej istotna w obliczu napięć politycznych i sporów handlowych między blokami gospodarczymi. Takie działanie znacząco pobudzi też rozwój europejskich gospodarek poprzez stworzenie nowych miejsc pracy, wzrost PKB oraz zaangażowanie w postęp technologiczny. Z raportu Kearney „Europe’s urgent need to invest in a leading-edge semiconductor ecosystem” wynika, że nasz region jest w stanie osiągnąć tak ambitny cel w wyznaczonym czasie, dzięki dostępowi do wysoko kwalifikowanych pracowników i badaczy, dobrej infrastrukturze, wysokiej stabilności politycznej i prawnej w poszczególnych częściach łańcucha wartości oraz dużemu potencjałowi inwestycyjnemu. Jednak wymaga to zintensyfikowanych, kapitałochłonnych i szybkich działań, które będą mocno angażowały Unię Europejską. Bez tego możemy przegrać w globalnym wyścigu.

Od zera do globalnego czempiona

Jeszcze niedługo przed rozpoczęciem XXI wieku europejski przemysł półprzewodników pozostawał liderem łańcucha wartości, odpowiadając za ponad 20 proc. światowej produkcji. Od roku 2000 sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, a udział europejskich producentów, skoncentrowanych na rozwiązaniach starszego typu, spadł poniżej 10 proc. W przypadku najbardziej zaawansowanych technologii było jeszcze gorzej, gdyż udział Europy spadł z 19 proc. w roku 2000 do zera w roku 2020.

Impulsem do zmiany tej sytuacji stała się pandemia COVID-19, która spowodowała przerwy w łańcuchach dostaw, a jednocześnie zwiększyła zapotrzebowanie na urządzenia elektroniczne, co przyczyniło się do podniesienia presji na producentów półprzewodników. Wpływ na rozwój sytuacji miało też geograficzne rozmieszczenie produkcji półprzewodników na świecie, a nawet zjawiska atmosferyczne. Przykładem mogą być gwałtowne śnieżyce i ujemne temperatury, które w lutym 2021 roku nawiedziły Austin w Teksasie, utrudniając działanie zakładów wytwarzających chipy. Opóźnienia w produkcji wyraźnie odczuły wtedy m.in. takie firmy jak Samsung.

Dodatkowo z powodu napięć politycznych (np. na Tajwanie) dostęp do półprzewodników stał się ważnym elementem regionalnej suwerenności technologicznej. Wszystkie te wydarzenia uświadomiły nam, jak wielkie znaczenie ma tworzenie półprzewodników w Europie. Problemy związane z branżą spowodowały spadek PKB strefy euro o około 0,1 procent w 2021 roku. W całej Europie w pierwszej połowie 2021 roku w samej branży motoryzacyjnej odnotowano niedobory w produkcji szacowane na 4 miliony samochodów.